Zlot Żłobkowych Cioć w Gdańsku

Jak wiecie 30 czerwca byłam prelegentką na Zlocie Żłobkowych Cioć. Tematem mojego wystąpienia było wychowanie małego mola książkowego, który omawiałam na podstawie 5 opracowanych przeze mnie zasad. Już na spotkaniu w Raciborzu miałam przyjemność poruszyć tę kwestię, tylko że tam na wystąpienie miałam niecałą godzinę a drugie tyle trwały ciekawe i wnikliwe rozmowy z rodzicami... Tym razem musiałam się zmieścić w 15 minutach. A ja przecież jestem gadułą!
Do Gdańska oczywiście przyjechałam z rodziną. I to kilka dni wcześniej- tak długa droga jest nieco uciążliwa dla maluszków, poza tym zrobiliśmy z tej okazji miniwakacje i pokazaliśmy chłopcom morze. W sobotę od razu po Zlocie wracaliśmy już do domu. Opaleni, zadowoleni, a ja dodatkowo z lżejszym sercem i wielką ekscytacją, bo tyle miłych rzeczy mnie tam spotkało.
Niestety nie brałam udziału w wykładach innych prelegentów- musiałam pomóc mężowi w ogarnianiu dzieciaków i naszego stoliczka z książkami, te kilka godzin na korytarzu (choć naprawdę wypasionym ;) ) dało im się we znaki. Na swoje wystąpienie czekałam z drżącym sercem. Dostałam dużo, ale to naprawdę dużo wsparcia od pana Roberta Halika z "Bliżej Przedszkola" (na pewno kojarzycie to czasopismo!) oraz innych uczestników Zlotu. Do "Bliżej Przedszkola" wysyłałam swoją pierwszą własnoręcznie zilustrowaną i wydrukowaną książkę "Wojtusiowe smutki" a redakcja nawet zrobiła konkurs z jej udziałem. Zawsze miło wspominałam to wydawnictwo- i nigdy nie spodziewałam się że poznam pana Roberta osobiście i na dodatek będę mogła się już zaprezentować ze swoim książkowym dorobkiem który pan Robert pochwali ;) 
Z mojego przemówienia niewiele pamiętam- byłam troszkę zdenerwowana a bardzo mi zależało żeby powiedzieć wszystko co najważniejsze, ale przede wszystkim tak po ludzku zachęcić uczestników Zlotu do czytania dzieciom. Nigdy jeszcze nie przemawiałam przed tak ogromną salą wypełnioną po brzegi- w zasadzie to jeszcze nigdy nie przemawiałam w takiej formie ;) Na szczęście w pierwszym rzędzie siedziały trzy panie które uśmiechały się i kiwały głowami potakująco- poczułam więc nić porozumienia i dodało mi to pewności siebie podczas mówienia. Dalszych rzędów nie widziałam zbyt dobrze bo z wrażenia zapomniałam okularów ;)
Gdy skończyłam mówić, pani z pierwszego rzędu nagle wstała i zwracając się do sali, powiedziała kilka słów- zupełnie mnie to zbiło z tropu, nie spodziewałam się tego i prawie  ich nie zapamiętałam- wiem że pochwaliła moje wystąpienie mówiąc, że właśnie tak powinno wyglądać wychowywanie dzieci- z pasją, energią, dając im swój czas i dobry przykład, i że wszystko co zaprezentowałam było dowodem tego że to czuję, tym żyję i że to jest wspaniałe. Pewnie coś pokręciłam ale w każdym razie to wystarczyło żebym na środku sceny zalała się łzami. Mam już w tym niemałą wprawę bo jak pamiętacie, kiedyś już rozryczałam się na środku sali lekcyjnej po tym, jak dzieci przygotowały dla mnie przedstawienie-niespodziankę na podstawie moich wierszyków. 
Dopiero dziś udało mi się podziękować pani z pierwszego rzędu- pani Agnieszce Kuźbie- za te słowa. Dopiero dziś bowiem odkryłam że te uskrzydlające mnie słowa, dodające mi energii i utwierdzające w przekonaniu że to, co robię, ma sens- wypowiedziała osoba, która sama jest pełna pasji i energii i robiąca wiele dobrego. Jeszcze raz za to dziękuję!
Dziękuję również pani Marii Tomaszewskiej, organizatorce Zlotu- że mnie wypatrzyła na Facebooku, zaprosiła i uwierzyła że będę miała coś ciekawego do przekazania. To było dla mnie bardzo pouczające i cenne doświadczenie.

Wiecie jaki morał płynie z tego wszystkiego, co Wam teraz opowiedziałam? 

Walczcie o swoje marzenia! Jeszcze 4 lata temu pracowałam w przedszkolu i sama brałam udział w takich konferencjach nie marząc nawet że w 2018 roku będę prelegentką w Gdańsku jako... autorka książek dla dzieci! Czy to nie brzmi jak sen? 
Właściwie to sen by mi się przydał ;) Nie jest z tym lekko ostatnimi czasy... Ale ten Zlot dał mi tyle energii, takiej w sercu... Od pani Marii, pani Agnieszki, pana Roberta i kilku pań- uczestniczek Zlotu, które podeszły do mnie, podzieliły się refleksjami- Cioci Dany, Pani  Nutki... Za każdą z tych kilkuminutowych rozmów jestem bardzo wdzięczna.
Nie pozostaje mi nic innego jak wziąć się w garść i pisać dalej- choć pożaliłam się już że ze snem ostatnimi czasy u mnie krucho, to mimo wszystko chłopcy nadal pozostają moją największą inspiracją i- o ironio- energią właśnie, by tworzyć dalej. 
A może po wakacjach znów będę miała okazję wziąć udział w spotkaniach z dziećmi i dorosłymi? Kto wie? Ja nie mogę się już doczekać! =)









A TU możecie obejrzeć fotorelację przygotowaną przez panią Marię Tomaszewską =)
Miłego oglądania!

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dlaczego nie lubię Kici Koci?

Krecik pokazuje skąd się biorą dzieci

Nareszcie są! Moje książeczki =) Seria Do Uszka Maluszka

Ważna życiowa lekcja- "Nie pójdę z nieznajomym"