Nasza biblioteczka

Mimo swoich 15 miesięcy Wojtuś ma obecnie trzy największe pasje: są to samochody, piłki oraz książki. Przy swoim regale potrafi spędzić mnóstwo czasu wybierając je, przeglądając, kartkując i podając mnie lub mężowi do czytania. Nie ma dla nas nic wspanialszego niż sadowiący się na naszych kolanach maluszek z książeczką proszący o czytanie. Jesteśmy dumni i szczęśliwi, że nasz synek tak bardzo lubi książki, i mamy nadzieję, że ta miłość będzie trwała już zawsze.

Dzięki czytaniu Wojtuś bardzo poszerza słownictwo, rozumie coraz więcej, pokazuje na obrazkach to, o co go prosimy, potrafi naśladować odgłosy zwierząt i umie nazwać już prawie wszystkie literki (ale o tym, jak do tego doszło, opowiem w późniejszych wpisach).

Dziś pokażę Wam kilka książeczek. Postaram się to zrobić mniej więcej w takiej kolejności, w jakiej moje dziecko zakochiwało się w danych tytułach. Czasem na polubienie niektórych książek Wojtuś potrzebował trochę czasu, a później przepadał w ich lekturze na zabój. Niektórych jednak nigdy nie polubił- ich na razie nie będę opisywać. 
Jeśli jeszcze nie znacie poprzednich wpisów książkowych, koniecznie je sobie odświeżcie- 1 i 2. Książki, które zaprezentuję, wprowadzałam synkowi razem z tymi dźwiękonaśladowczymi. Wszystko to miało miejsce gdy Wojtuś miał może 8-9 miesięcy. Zatem nie bać się czytać maluchom i do dzieła!
I pamiętajcie, że tajemnica sukcesu tkwi w Was- gdy swoim głosem, minami, wygłupami i nastawieniem zachęcicie dziecko do słuchania i pokażecie mu, że to świetna zabawa- efekt murowany!

Seria rozkładanek od Wilgi:
Książeczki te zachwyciły Wojtusia od samego początku. Są kolorowe, poręczne, ładne, wierszyki są króciutkie i bardzo wpadające w ucho (po kilku czytankach zna się je już na pamięć, co więcej, okazuje się, że Wojtuś też je pamięta i wie, jakie zwierzątko będzie na następnej stronie), a dodatkowo posiadają element zaskoczenia- każda strona "rozkłada się", dając efekt trójwymiarowego zwierzaka. Oczywiście nasze książki już kilka razy były w strzępach, bo synka bardzo interesują te ruszające się elementy, jednak mimo sklejenia nadal pełnią swoją funkcję i cieszą oko. Każdy tytuł to 5 rymowanek, a mamy ich cztery. Nie są drogie. Polecam!










"Ciekawe, co myśli o tym królowa" od Dwóch Sióstr:
Nie mam pojęcia, jak ta książka znalazła się w naszej biblioteczce i czemu ją kupiłam. Pewnie zachęcił mnie tytuł i okładka, jednak środek zupełnie mnie zaskoczył. Mąż bardzo długo przełamywał się do tego tytułu, a dla odmiany Wojtuś od razu go pokochał. 
Wydawca opisuje ją jako pozycję dla osób lubiących absurd, i jest to trafione w sedno. Każda strona to obrazek (paleta barw jest bardzo ograniczona i po jakimś czasie zaczęło mi to delikatnie przeszkadzać) z krótkim, rymowanym wersem go opisującym, jednak nie łączy się to wszystko w żaden wiersz lub opowieść z sensem. Ot, obrazek plus dziwny podpis. Na szczęście tekstu jest malutko więc dziecko siedzi i patrzy jak zahipnotyzowane. Cóż, Wojtuś lubi, więc muszę polecić ;)






"Bardzo głodna gąsienica" od Tataraka:
Eric Carle cieszy się ogromną popularnością w wielu krajach. Jego książki mają w sobie to coś, co przyciąga dzieciaki jak magnes. W Polsce wydanych jest kilka jego tytułów, jednak my mamy tylko ten i Wojtuś wciąż darzy go uwielbieniem (może trochę mniejszym niż wtedy, gdy miał kilka miesięcy, ale jednak). Nie wiem na czym polega fenomen tej książki- na wyciętych dziurkach, wyliczance czy charakterystycznych ilustracjach? W każdym razie czyta się dobrze i już po kilku sesjach będziecie recytować historię gąsienicy z pamięci, wiem co mówię ;)










"Już jadę!" od Babaryby:
Herve Tullet również jest twórcą wielu bestsellerów dla dzieci. Ma fajne i proste pomysły, które maluchy kupują w całości (jak np. w "Naciśnij mnie"). "Już jadę" to książka obrazkowa pokazująca drogę autka od jednego domu do drugiego. I w sumie tyle. A jednak Wojtuś zapominał o oddychaniu podczas wspólnej lektury. Wszystko zależy od Was i od tego, jak tę historię opowiecie swoim dzieciom. 
Z tej serii dla najmłodszych powstały jeszcze trzy inne tytuły, jednak my mamy tylko ten. Polecam!












Kochane Zoo od EneDueRabe:
I ostatnia na dziś pozycja- książka z okienkami. Skradła Wojtusiowi serce od początku, ponieważ tu też działa element zaskoczenia- otwieramy paczuszki i naszym oczom ukazują się zwierzątka. Możemy przy okazji naśladować wydawane przez nie dźwięki, co dodatkowo uatrakcyjni czytanie. Miło było obserwować, jak mój synek, z leżącego niemowlaka przeistaczał się w coraz bardziej ciekawskiego szkraba, i wreszcie słuchanie i obserwowanie mnie podczas uchylania okienek przestało mu wystarczać. Teraz siedzi sobie i sam otwiera wszystkie okienka, przy okazji naśladując odgłosy zwierząt. Coś cudownego!
Oczywiście bardzo polecamy.










To by było na tyle. Inspirujcie się i czytajcie swoim maluchom =) 
Przy okazji przepraszam, że tyle trwało umieszczenie tego wpisu, jednak na dowód trudnych warunków, w których przyszło mi pracować, zamieszczam zdjęcie:


Właśnie to moje dziecko zrobiło ze swoim pokojem podczas gdy ja obfotografowywałam książki. Jak żyć? ;)
Ciąg dalszy wkrótce!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dlaczego nie lubię Kici Koci?

W jaki sposób nauczyłam Wojtusia znajomości liter?

Do Uszka Maluszka- nowa seria dla najmniejszych!

Podróż do wnętrza ucha- jak w łatwy sposób nauczyć dziecko anatomii?